— Jak pan nie da, to ja stójkowego33 zawołam. Widzisz go!
— Masz! idź precz, nędzniku!
Drzwi znowu zamknięte.
— Więc cóż pani?... więc cóż ty, Mario, na to? — pyta ufryzowana głowa, bardzo pośpiesznie wracając.
— Niech mi pan da pomady topolowej.
— Dam! ależ moje wyznanie?
— To się na nic nie zdało; pan nic nie masz...
— Mario, tylko się zgódź, a będę miał skarby całego świata! Jak skończę praktykę, opuścimy ten zmaterializowany gród, pofruniemy gdzieś w zapadły kątek prowincjonalny, tam na własną rękę otworzę interes...
Dyń! dyń! dyń!
— O Ferdziu! Ferdziu! przeklęty! i dlaczegóż nie przychodzisz uwolnić mnie z tych dantejskich oków? — lamentuje młodzian biegnąc znowu do drzwi.