W tej chwili ktoś do naszej komórki puka; dziewczę otwiera drzwi i mówi półgłosem:

— Zaraz, Ferdziu, zaraz!... Widzisz, muszę zaczekać, bo nie mam pomady na jutro.

— Pal go diabli! ja ci dam, ile zechcesz, tylko mnie nie nudź.

— W tej chwili.

— Otworzę interes — mówi wracając, melancholiczny młodzian — a wówczas, na łonie boskiej przyrody...

— Pomady, panie... pomady! — woła tupiąc nóżką aniołek.

— Pozwól, najdroższa!... Na łonie boskiej przyrody, z dala od złowróżbnych...

— Pomady! pomady!

— Z dala od złowróżbnych spojrzeń zawistnych szczęściu...

Dyń!... dyń!... dyń!...