— O ho... ho... ppo...

— Nie rozumiem?

— O... po... ho... delhetidok!

— Opodeldoku?... W tym kryje się jakaś piekielna intryga... Gdzie są pieniądze? Kto cię tu przysłał poczwaro?

— Tten pan co... hh... hbrram... hh... bramie...

— Aaa... to on!...

Wybiega do bramy staje na schodkach i krzyczy do osób, pośpiesznie siadających na sanki.

— Ferdynandzie! Mario!... o Mario... zdradziliście mnie!

— Nie potrzebno krzyczyć po nocy!... a to się wszystkie ludzie w mieście pobudzą! — odzywa się w tej chwili surowy głos z kąta.

Młodzian odwrócił utrefioną34 głowę, spojrzał, odskoczył jak młoda antylopa na widok tygrysa, i z rozpaczliwą energią zamykając rygle, wyszeptał: