— Raczej z niedomiaru — mówi panna Brönte — z niedostatku wyobraźni

stwórcy, natury albo ewolucji niedostosowanych w ogóle

do umysłu człowieka.

W swoim towarzystwie odnajdują spokój

i pewne duchowo-zmysłowe doznania, o których napiszą za sto lat

mniej więcej. Obie tworzą, wieczorami wychodzą nad rzekę patrzeć

jak za jej trzecim zakrętem ginie słońce, dla obu ojczyste.

— Chcę zostać —

mówi panna Brönte. — Chcę być z tobą, Elizo. — Niestety, przyjaciółko

— powiada pani Orzeszko i gładzi jej ciemne loki (czy mówiłam,