w opiętym garniturze — zgnietli jak wszy”
i odszedł słoneczną ulicą
nad jego głową korony drzew
i szpalery otwartych okien
a ja w pierwszej pustej bramie
kucnęłam, twarz zasłoniłam gazetą i zapłakałam
jak niczyje dziecko,
a jednocześnie zaczęły wyrastać mi szpony
i w gardle czułam ogień, którym mogłam zionąć..
*