szedł głos śpiewaczki: bijące fale energii

cofając się leciutko, jak wdech, wybiegały,

prowadziły, wiodły. Za ostatnimi krzewami, pod murem

odsłoniłam

rozwaloną altankę: na podłodze

dwa złączone ciała

pracowały

spazmatycznie, głęboko,

tężejącym ruchem, którego rozlewiskiem

były włosy, ramiona, plecy. Sami, skupieni tam,