wewnątrz, gdzie te drobne już, jakby niecielesne skurcze

wyświetlają to właśnie miejsce

rozdęte

do zatchnięcia, do implozji. Rozsunęli się,

a ja puściłam gałęzie

i wracając

przez ciemny ogród

trzymałam palec na tętnicy szyi

licząc uderzenia

które dzieliły ten śpiew,