wydało mi się odcięte od własnej oczywistości. Nie lokowało się

na tym pełnym widoków bezludziu. Jakby

coraz ciaśniejszym. Jakby

zwykły bieg życia

był poza zasięgiem — oplątywała mnie

paniczna, drętwa samotność. Nie widziane

nie widzi. Nie słyszane

głuchnie. Spojrzałam na zbocze — oślepiło mnie.

Nie widzę go — nie istnieje. Zamknęłam oczy:

za moimi plecami jakiś punkt