z rękami przyciśniętymi do serca

i czułam

jak coś się we mnie rozszerza: pęknie,

trzaśnie — i jest tam jakiś głos — i

wyje, niewydobyty. Chyba

nad ranem

ocknęłam się. Wypiłam wino z jego kieliszka i oblizałam

krawędź. Przed wyjściem sięgnęłam: podnieść jego głowę,

zobaczyć twarz. Ale, pomyślałam, nie. To

sprawdzi się samo.