Żołnierz tymczasem mruczy sam do siebie:
— Ta, co mu za ochota, takiego wozić — Niosę ja tobołek — piszczy cosi. Ki licho, myślę — ale nic. A tu wyskakuje ci taki, publikę człowiekowi w komendzie robić.
Za chwilę wraca Staś.
Mimo woli uczestniczę w ich uścisku. Uśmiechają się.
— A rodzice? a Hala? — pyta gorączkowo Staś.
— Zdrowi! zdrowi! Hala z ciocią pewnie o tej porze w szpitalu przy rannych. Chcesz? Pójdziemy do nich.
— Czekaj, tylko jeszcze trzeba tego wojownika zawinąć — mówi ułan.
— Chodźmy!
— A ty go znasz?
— A któż go miał w Rosji, jak nie ja? Pod kim on tam ze mną nie służył!