— Ale, że to niesłychane, gdzie ten niedźwiedź nie był, to fakt — dodaje ułan.

— Żeby tak w książce opisał, toby nie uwierzyli — robi słuszną uwagę stara kucharka, znająca już moje dzieje od początku do końca, jak pacierz.

— Bo Miś jest zaczarowany — oświadcza niespodziewanie Zosia.

— Zaczarowany to on nie jest, moje dziecko — uśmiecha się do Zosi pan Niedźwiedzki — ale że w tym jest doprawdy coś nadzwyczajnego — dodaje już poważniej — to nie ma dwóch zdań.

— Opieka Boska — mówi pani Niedźwiedzka.

— Pewno, Mamusiu! Ale przecież Miś był naprawdę mascotte’ą — upomina się o mój honor Hala.

Kochani! Oni wierzą, że ja im przyniosłem szczęście!

Czuję się wzruszonym i zawstydzonym zarazem.

Czymże bo ja byłem? Czymże jest mascotte’a?

Odbiciem ich. Ich własnych życzeń, ich wiary, ich woli.