I ja się modlę — radością.

Trzy tryumfalne salwy wstrząsają powietrzem.

Koło naszego samolotu krąży już grono innych. W słońcu nad ten tęczowy plac rzucamy garściami białe, ulotne kartki.

Lecą, trzepocą się w słońcu, krzyczą:

— Rocznica!

— Święto żołnierskie wolnej Polski!

— Cześć!

Na czele nieskończonych szeregów idą ci, co przed pięciu gorzkimi laty w taki sam poranek sierpniowy wyszli setką szaleńców przeciwko milionom.

A dziś?

Płyną za nimi wszystkie rodzaje broni. Piechota, konnica, artyleria. Nieskończony, niepowstrzymany potok.