Gorycz pierzcha. Wiem, że będzie, jak musi być — ale, że musi być — dobrze.

Był dżdżysty, smutny dzień, kiedy w niebieskawym wężu wojsk austriackich pod oknami zobaczyłem pierwszy raz ich szeregi.

Szli, śpiewając.

Wyraźnie, dobitnie, przejmująco dochodziły mnie smętne słowa pieśni:

„Dzień deszczowy i ponury.

Z cytadeli idą góry...

Szeregami polskie dzieci

Idą tułać się po świecie”

Drżałem.

Idą. Idą tułać się po świecie, i walczyć, i ginąć.