— Co to?

Pod jaskrawy blask porannego słońca wyjrzałem w dal nad miasto.

Wyjrzałem i przestałem pytać.

Zbyt długo dzieliłem zabawy i nauki Stasia, abym mógł nie zrozumieć.

Z wieży ratusza na tle słonecznego błękitu zwieszała się — biała chorągiew.

To wszystko.

Tak.

Tylko jedna biała szmata, wysoko kołysząca się w wietrze.

Nic więcej.

A przecie miasto umiera.