— Nie otwierać, moja pani! Ja mówię, nie otwierać! — krzyczała jedna.

Rozsądniejsza przekładała:

— Ta cóż, moja pani, nie otwierać? — Gorzej, jak drzwi wywalą, albo jeszcze postrzelą.

Kucharka jęczała.

Jakoż istotnie dzwonek dzwonił, jak opętany. Drzwi dudniły od razów.

Nie było rady.

Gubiąc ze strachu pantofle po drodze, podreptała kucharka otworzyć.

Sąsiadki stały w odwodzie.

Patrzałem ciekawie, co się stanie.

Otworzone drzwi walnęły głośno o ścianę i do przedpokoju wtoczył się, sapiąc i klnąc, gruby mężczyzna w mundurze.