— K’czortu31! — zabrzmiało twardo obcym językiem. — Czego nie otwieracie?
Wszedł do pokoju. Rozejrzał się po przesłoniętych wakacyjnie meblach.
— Ujechali? — spytał.
Kiwnęła głową, nie mogąc przemówić ze strachu.
— Nu, sławno32! — ucieszył się. — Tak ja tu biorę kwaterę.
— Denszczik33! — zawołał w stronę przedpokoju.
Wpadł sołdat34 o wytrzeszczonych niebieskich oczach. Wyprężył się, jak struna.
— Rzeczy znoś!
Sołdat obrócił się na pięcie i wyszedł. Słychać go było na schodach, jak dygował35 jakieś tłumoki.
Przybysz rozglądał się po pokoju. Widziałem go teraz dobrze. Chodził. Czerwone lampasy spodni zdradzały generała.