Zajrzał do jadalni. Uradował go widok błyszczącego jak złoto samowara. Stuknął weń palcem i wrócił się do kucharki:

— Postaw samowar. Czaju36 się chce.

Stara, zrozumiawszy, że jej nie będą mordować, uspakajała się po trochu. Skorzystała jednak skrzętnie ze sposobności wyniesienia się do kuchni razem z samowarem.

Generał wrócił do nas. Usiadł i rozparł się wygodnie w fotelu na wprost okna.

Teraz spostrzegł mnie.

— A, Misza! — zdziwił się. — Sławny.

Wstał, wziął mnie i zaczął gnieść na wszystkie boki.

To dotknięcie obcego oburzyło mnie. Co jemu do mnie? Nastawiłem najgroźniejszego marsa37 i mruknąłem z głębi brzuszka najbardziej wrogim, ponurym mruknięciem.

Ale taka to już moja dola, że, jakiekolwiek były moje wobec ludzi uczucia, w nich budziłem zawsze tylko niepohamowaną wesołość.

Generał roześmiał się też od ucha do ucha.