Więc w takich rękach mam pozostać ja?!
Nigdy!
Czy to siła mego postanowienia przyciągnęła losy?
Czy tak była z góry znaczona droga moich przeznaczeń?
Nie wiem.
Dość, że odesłano nas bezpośrednio na zachodni front.
Jedynie dzięki wyjątkowej skrupulatności niemieckiej nie zostałem od razu rozdzielony z moim przyjacielem.
Gruby Bawarczyk, Hans, który dostał w opiekę nasz automobil, uważałby sobie bowiem ze śmiertelne nadużycie, dać naruszyć w czymkolwiek jego całość.
Opakował więc jak najtroskliwiej, co się dało, na mnie zrobił nawet specjalny, nieprzemakalny futerał, i — gotowe! W towarzystwie innych aut, aeroplanów70 i wszelakiej zdobyczy wojennej zostaliśmy załadowani do pociągu.
Droga była smutna: wszak byliśmy w niewoli. A na dobitkę taki bierny sposób podróżowania oburzał do głębi istoty tak samodzielne jak samochody albo samoloty.