— Aeroplan koleją wozić! — jęczał z oburzeniem najbliższy nasz sąsiad samolot.

— Jak to jedzie! Jak to jedzie! — wydziwiały z pogardą automobile na poczciwe, zasapane lokomotywy, stukające nieskończonym szeregiem wozów ciężarowych po szynach.

— Zabytki średniowiecza! — zadecydował samolot i popadł w futurystyczną zadumę.

Eskortował nas gruby Hans i paru innych Bawarczyków z tego samego pułku.

Na postojach śpiewali. Słuchałem z ciekawością pieśni. Najczęściej wracał długi sentymentalny refren:

In der Heimat! in der Heimat!71

Więc i oni tęsknią do ojczyzny? Ze zdziwieniem odnajdywałem w tych automatach rygoru — ludzi. Przypomnieli mi Griszkę.

— A więc i ci tak samo? — myślałem. — Po cóż tedy wszystko? Po co — wojna?

Ha! nie mnie sądzono to rozstrzygać!

Podróż nasza skończyła się aż w głębi Francji, w bezpośredniej bliskości frontu, w okolicach Marny.