Tutaj też nastąpiło moje pożegnanie z przyjacielem.
Nie zapomnę nigdy tej chwili.
Samochód dostał się na służbę oficera pruskiego. Motor aż się trząsł ze złości pod jego ręką.
W pierwszą podróż Prusak zabrał z sobą towarzysza, wracającego na front oficera artylerii. Ten niezmiernie zainteresował się moją osobą.
— Wiesz, Franz — mówił do Prusaka — to musiała mascotte’a być. Jacy ludzie głupi, co?
— Najlepsza mascotte’a — to to! — burknął Prusak i pokazał mocno ściśnięty kułak, śmiejąc się głośno.
Towarzysz jego oglądał mnie ciągle. Zobaczył obróżkę.
— Was ist das?72 — „Mis Niedzwiedzki” — zdziwił się napisem.
Prusak popatrzył.
— Do diabła! Polski niedźwiedź! Ależ zabawna bestia!