— Bez szwanku74? — badałem.
— Bez. Tylko, że czasem niezupełnie tam, gdzie chce. Szczególniej, jeśli wiatr zły — jak dziś — Dziś nie radziłbym nikomu skakać. Znalazłby się u Francuzów, jak dwa a dwa cztery.
Zrodziła się we mnie nagła, szalona myśl. A gdyby tak... Mam swoją mapę na plecach...
Wytężyłem uszy, czy nie usłyszę nadlatującego terkotu. — Nie.
Ale cóż z tego? Czyliż nie mogę sam?
Mój posiadacz pochyla się właśnie po coś. Wziął mnie w rękę, opiera o barierkę. Chce rozwinąć mapę.
Kichnął.
Korzystam z tego, by całą energią — wysunąć mu się nagle z ręki.
Chce mnie chwycić.
Oho! akurat! Bez przytomności skaczę w dół.