*

W wygodnym parterowym pałacyku, którego drzwi otworzył mu ordynans, panował gęsty chłód i półmrok zapuszczonych rolet. Sołomin wyciągnął się na miękkim szezlongu i kazał zdjąć sobie buty. Krzątający się na palcach ordynans przyniósł poduszkę i ulotnił się z pokoju, zamykając za sobą bez szmeru drzwi.

Sołomin pogrążył się w miękką błogość puszystej jak dywan ciszy. Nie tak dawno zaczął korzystać z dobroczynnej atmosfery komfortu i, zanurzając się w nią każdorazowo, tajał jak pastylka sacharyny w mocnej, przedwojennej rosyjskiej herbacie.

Z wysokości tonącego w dywanach szezlonga, pod mlecznym księżycem kryształowej ampli, długie lata poniewierki wydawały mu się jakimś podłym niemieckim filmem, widzianym w trzeciorzędnym, nadymionym kinie. Historia tych filmów bywa prosta, banalna, w banalności swej gryząca jak machorka. Filmy takie, wyświetlane dziesiątkami w podmiejskich iluzjonach, wyciskają łzy z oczu sentymentalnych szwaczek.

Syn oficera sztabowego. Po mamie — majątek pod Moskwą. Dzieciństwo (zazwyczaj pokazuje się to w prologu): kosztowne zabawki, guwernerzy i guwernantki. Chłopięctwo: gimnazjum, książki i marki21. Latem na wsi — na kaczki. Pierwsze uciechy miłosne. Przeważnie dziewki folwarczne pod kierownictwem doświadczonego ekonoma. I wszystko inne, jak się należy.

Uniwersytet. „Moskwa w nocy”. Wypełnianie luk w edukacji erotycznej. I naraz, w najbardziej pikantnym, rzec by można, momencie — mobilizacja.

Pochorążówka. Front. Ranny. Szpital na tyłach. Siostrzyczki. Otchłanie szałów miłosnych pod skromnym habitem samarytanki. Znowu front. Druga linia. Nuda splądrowanych miasteczek. Spirytus i karty. W chwilach głodu ekstazy — Żydóweczki. Głuche wieści z tyłów. Rewolucja. Komitety i „towarzysze”. Urlop. Moskwa. Czar munduru i wynikające stąd rozkosze. I znowu wstrząs — Październik.

Tułaczka po mieszkaniach. Kryjówki. Szary żołnierski płaszcz i ręce usmolone sadzą: byle bez manicure i koniecznie z odciskami. Papę rozstrzelano. W majątku — sowiet. Ziemię podzielili do cna. We dworze, tam, gdzie wspomnienia szczęsnego dzieciństwa — szkoła, umorusane wiejskie bachory.

Ucieczka. Podrobione papiery. Krym. Wrangel. Ofensywa. Odwet za „pohańbioną Rosję”. Odzyskane miasteczka. Kontrwywiad. Porachunki z bolszewikami. Rozstrzelania. Komuniści i komsomolcy. W wolnych od zajęć chwilach — Żydzi. Żydóweczki: lufa do skroni i jazda w kolejkę! Lepka, cuchnąca krew.

Ewakuacja, pośpieszna, upokarzająca, jak ucieczka. Miasta i ludzie. Konstantynopol — Sofia. Praga. Likwidacja zasiłków. Głód. W Paryżu angażują podobno białych oficerów do armii Czan-Tso-lina. Paryż. Blaga, nic podobnego! Bez środków do życia. Tournée po emigranckich komitetach. Zasiłki skasowano. Dźwigał walizki na Dworcu Północnym. Pracował w fabrykach Renault jako zamiatacz. Redukcja. Znów na bruku. Noclegi pod mostem. Jednorazowy zasiłek. Egzamin szoferski. I jako uwieńczenie długoletniej włóczęgi — nieśmiertelne, kanoniczne taxi.