Ale dżuma nie folgowała, dziesiątkując ze złowrogą systematycznością kadry proletariackie. Pracować w tych warunkach było bardziej niż trudno. Dzień w dzień rozpoczynać trzeba było od nowa. I oto teraz, na dobitek wszystkiego — głód. Młoda, kształtująca się komuna skazana na śmierć głodową. W walce o kęs chleba na barykadach koncesji anglo-amerykańskiej polegną resztki przerzedzonych już i tak szeregów proletariatu paryskiego. W dodatku w istnienie poważnych zapasów żywności na terenie koncesji towarzysz Laval nie wierzył.
Wszystko waliło się w oczach w gruz pod złośliwym, nieubłaganym obuchem. Ostatnia pogróżka pod adresem tamtych, imperialistów, zażerających się w spokoju i w dostatku za kordonem i wyczekujących cierpliwie, kiedy też z głodu i zarazy zdechnie wreszcie ostatni paryżanin — zawiodła. Cóż pozostawało? Kapitulować i ze złożonymi rękami czekać śmierci, czy też biec po nią samemu na barykady zadżumionej koncesji amerykańskiej?
Towarzysz Laval w milczeniu, jak niegdyś łopatą węgiel, przerzucał tony opornych, niewesołych myśli.
*
Późno po północy do mieszkania głównodowodzącego wojskami republiki radzieckiej Belleville, towarzysza Lecoqa, zapukano.
Towarzysz Lecoq odszukał po omacku na krześle przy łóżku binokle, osadził je jako tako na nosie i, narzuciwszy na bieliznę żołnierski płaszcz, poszedł otworzyć, zapalając po drodze elektryczność.
— To wy, towarzyszu Laval? Co się stało?! Czy co ważnego?
— Przychodzę do was, towarzyszu dowodzący, w interesie. A interes mam pilny, nie osobisty, dotyczy całej komuny. Nie wytrzymałem z nim do rana. Nie gniewajcie się... — mówił, miętosząc czapkę w ręku, towarzysz Laval.
— Skądże, skądże! — zakrzątał się towarzysz Lecoq. — Wchodźcie. Jestem do waszej dyspozycji. Jeżeli sprawa ważna, każda pora odpowiednia. Spanie nie ucieknie. Siadajcie. Może zapalicie? Słucham. Cóż to za sprawa?
— Przychodzę, towarzyszu dowodzący, w sprawie tejże samej żywności dla komuny. Niedopuszczalna rzecz posyłać resztki proletariatu na barykady angielskie. I żywności tam żadnej nie ma. Istne samobójstwo.