— Zdaje mi się, że rozumiem myśl towarzysza Courreau. Badając dzisiaj stan radiostacji na Eifflu, potknąłem się o tę samą myśl: utrzymać Europę jak najdłużej w przekonaniu, że dżuma w Paryżu nie ustała. W międzyczasie, objąwszy miasto, zorganizować w nim wzorową komunę. W środku Francji, w sercu Europy, metropolię świata zamienić na olbrzymie miasto komunistyczne, ognisko i komórkę, z której ustrój nasz rozpromieniuje na cały kontynent. W chwili gdy będziemy już dostatecznie zorganizowani, nie czekając na wykrycie naszej mistyfikacji — pierwsi zwrócić się ponad głowami otaczających nas wojsk z apelem do robotników i chłopów Francji i całego świata. Nie zapominajmy, że na tyłach blokującej nas armii stoją masy proletariatu francuskiego i że zew, który nie docierał do nich ze wschodu, zagłuszony świstem, rykiem i jazz-bandem orkiestry kapitalistycznej, rzucony stąd, z Paryża, wstrząśnie całą Europą. Czy dobrze zrozumiałem waszą myśl, towarzyszu Courreau?

Towarzysz Courreau skłonił głowę.

Po chwili milczenia zabrał głos towarzysz Durail, trzymający się dotychczas na uboczu:

— Plan towarzyszy Courreau i Maraca jest bardzo piękny, obawiam się jednak, że niewykonalny. Towarzysze Courreau i Marac nie biorą pod uwagę jednej prawdy, przykrej, lecz realnej: po to żeby wytrwać przez długie miesiące w pierścieniu kordonu, nie wystarczy, by Europa zostawiła nas w spokoju. Trzeba jeszcze mieć co włożyć do gęby. Trzeba nakarmić trzydzieści dwa tysiące ludzi, którzy wygłodowali się już do syta w więzieniach i którzy dłużej głodować nie są zdolni. Towarzysz Duffy, który przeprowadzał dziś ewidencję składów żywnościowych, wykrytych na terytorium miasta, będzie nas mógł poinformować najlepiej o stanie zapasów i o tym, jak długo mogą one starczyć na wyżywienie naszej komuny.

Z kolei wszystkie oczy zwróciły się w stronę towarzysza Duffy.

Towarzysz Duffy, bawiąc się ołówkiem i wystukując nim takt po stole, zaczął mówić monotonnym, pedantycznym głosem, jak gdyby recytował wykuty na pamięć raport:

— Ewidencji wszystkich zapasów przeprowadzić w ciągu dzisiejszego dnia nie zdołaliśmy. Na dworcu Saint-Lazare znaleźliśmy większe zapasy mąki i cukru. Ogółem około czterystu ton. W elewatorach wykryto tysiąc dwieście ton pszenicy. Większe lub mniejsze zapasy prowiantów, przeważnie konserw i makaronu, znaleziono w piwnicach fabryk artykułów spożywczych i przetworów mięsnych. W piwnicach wielu domów prywatnych dzielnic: Etoile, Wielkie Bulwary, Saint-Germain i Passy natrafiono na większe ilości mąki, ryżu i cukru. Widocznie nagromadzili je tam mieszkańcy w obawie przed głodem. Dokładną sumę tych produktów ustalić będzie mogła dopiero szczegółowa rewizja. W przybliżeniu ogólną cyfrę wykrytej w ciągu dzisiejszego dnia żywności określić można z grubsza na dwa tysiące ton. Licząc, że przeciętny organizm ludzki dla utrzymania się przy życiu wymaga dziennie: 82 g białka, 100 g tłuszczów, 310 g węglowodanów i 26 g witamin, co przełożone na cyfry aprowizacyjne daje przeciętnie, samego tylko chleba, w braku innych substancji, co najmniej 350 g dziennie — zapasów dotychczas odkrytych starczyć może na wyżywienie trzydziestu dwóch tysięcy ludzi najwyżej na cztery do pięciu miesięcy. Oczywiście niepodobna przewidzieć, ile żywności znajdziemy jeszcze w piwnicach fabryk i domów mieszkalnych. Dobrać się do niej zdoła jedynie skrupulatna rewizja...

Przez okna, zagłuszając słowa, bryznął nowy chlust oklasków.

Towarzysz Majoie zapalił papierosa, przeszedł się w zamyśleniu po sali i przystanął w oknie. W dole nieprzejrzany plac roił się mrowiem głów. Tłum mityngował. Okolicznościowi mówcy wdrapywali się zwinnie na strome postumenty ośmiu symbolicznych dziewic-miast, rzucając stamtąd w ciżbę, w otwarte od natężonej uwagi usta, pełnymi garściami pastylki mocnych, zamaszystych słów, od których łechce w nosie i głowa kręci się jak pijana.

Z piedestału dziewicy przedstawiającej Strasburg mówił bezręki wąsal: