czerwieńały czerwone kokardy.

za szeregami uliczńicy

z kszykiem i świstem

gońili tańczący,

wyżucali czapki.

ulice śę kłańały białe i czyste.

w wypiekah słońca opadały kwiatki.

pszehodźiły kompańje ruwno, jak na mustsze,

bez komendy tszymały swuj cudowny krok,

wszyscy porwańi jednym