pełzńeće,

wlokąc nug swyh szczudła,

pod okna, gdźe pszy stołah żrą

za szybą natłoczonyh baruw

sterty kompotuw i homaruw

drańe spaśone waszą krwią

i dźiwńe oczy wam śę lśńą,

aż was ńe spłoszy kszyk zegaruw.

gdy wiatr pułnocny dżewa czesze,

pszez taśmy gur po nocy widnej