widźimy tylko w guże pszez okna suteryn

nogi szybko ulicą pszehodzącyh ludźi.

a nocą gdy zaśńemy strawieńi bezruhem,

poskręcawszy wyhudłe, popuhńęte członki,

śńi nam śę taki słodki prawdźiwy baumkuhen

na dźedźińcu słonecznym sąśedńej ohronki.

wyćągamy do ńego ręce pszez sztahety,

węsząc palcami prużńę, jak ssawkami macek,

a małe, czyste dźeći i białe kobiety

kładą nam w ńe pahnący ukrajany placek.