Za spojrzenie tych jej oczu piwnych

całe miasto byś jej do dom zwiózł.

Choć jak jabłoń, choć jak jabłoń obrodź,

że cię garścią, że cię garścią rwią,

nie przemogła jeszcze nigdy dobroć

babiej chuci nie wybitej z krwią.

A i kiedyż ty się, Szela, dowiesz,

jak nie widzisz, choć na oczyś zdrów,

po co chodzi twoja Maryś w owies

z smagłym Wickiem, co go masz do krów?