«Wszystko — powiada — sam rozpatrzę.

Chybaj54 na pańskie nazad do dom».

Dowlókł się Szela kundlem do wrót,

stanął, na mury spojrzał: twierdza.

Daleka droga, dalszy powrót

z centem jałmużny w torbie serca.

Jesień już idzie z chmurą niepogód,

wszystkich nas zmiecie smugami strzał.

Na szczycie wieży blaszany kogut,

trzy razy skrzydłem trzepocąc, piał.