Pogniły zboża, zanim je skwar ściął,

i nocą wilki owyły stóg,

a deszcz spocony wilgotną garścią

mięsił i mięsił ciasto dróg.

Otrute słońca bułką z zakalcem

zdychają zmierzchy pod lament wierzb.

Wychudłym drzewom kościste palce

osypał nocą wróbli świerzb.

Prędko się, serce, z śmiercią pojednasz,

na grzędach duszy wypielesz chwast.