i wyrwała mi język jak płony kąkol,

a miast niego wetknęła mi nóż.

Przyszła zimą skostniała, skomlała: milczę!

przypytała się: ogrzej! jęczała: krew!

A w zanadrzu urosła w żarłoczne wilczę,

nakarmiła się sercem, sięgnęła trzew.

Kiedyś wiosna otworzy naścieżaj

pestki serc rozłupane przez pół,

zasiądziemy przy jednej wieczerzy,

będzie ziemia jak jeden stół.