Jak wwodzili Szelę

wejściem-frontem przednim,

zachybotał cały naród,

rozstąpił się przed nim.

Na trzy kroki wokół

zmiótł mu przestrzeń wielką,

przygnieciony nagle ciszą

jak olbrzymią belką.

Stanął Szela w progu,

pchnął go Wicek-strażnik.