Sine oko miał pod szmatą,

nie poznał go w twarz nikt.

Jak na Podniesienie

ksiądz niósł w górę kielich,

nie opuścił się na płyty,

na zbutwiałą biel ich.

Jeno nad gromadą

sztywny stał jak fantom

i zadzwonił łańcuchami

w odgłos ministrantom.