jechał księżyc wierzchem,

w srebrnych był sandałach,

siwy pod nim wałach.

Gdzie za dworem kępa,

zwalniał konia stępa.

Gdzie schlustała krew je,

skręcał z pól — na rewję74.

Oj, ty, wolo75, rozchełstana, strzelista,

wolo wolna,

wolo polna!