wezbrał i pękł!

Po zielonej komorze

tańczył ogień we dworze,

krzesał iskry obcasem,

pokrzykiwał «hop!» czasem.

Co tknął piórkiem pułapu,

trzaskał pułap pół na pół.

Co nadłupał go tak tu,

przyśpiewywał do taktu:

«— Ta smarzowska gromada