gadam i śmieję się, krztusząc, o wszystkim

prawię, co stało się od owych czasów,

o żniwach oraz o wojaczce. Wesół

z uśmiechem, skinął raz po raz mi głową.

Ale znienacka zachwiał się w kulbace3

I drży, zapada ciało, już bezwolnie

dłonie szukają wsparcia, siwa broda,

na wiatrach postrzępiona, się kołysze,

A potem, szepcąc, głosem głucho brzmiącym:

«To ciężar jednak nad siły. Daj usnąć».