Usiłowaniem chwili obecnej jest wynalezienie tych odrębności intelektu kobiecego, które — przy odpowiedniej kulturze — rozszerzyłyby widnokrąg wiedzy i wniosły nieznane wartości...
Czy wkroczywszy tłumnie w białe świątynie nauki, kobieta dźwignie nowe ołtarze, czy też przy tych, które już są, pobuduje sobie klęczniki?
Czy na mocy danych, jakie mamy, można już dziś wróżyć przyszłość, czy też trzeba czekać jeszcze z sądem i wyrokiem?
Czy należy starać się o wyhodowanie i wypielęgnowanie odrębnych cech umysłowości kobiecej drogą odpowiedniej kultury, czy zostawić rozwój ich samorzutnej woli gatunkowego napięcia?
Byłoby złym znakiem naukowych przeznaczeń kobiety, gdyby w przeciętnej intelektualnej robocie stanęła za mężczyzną.
Widzimy, że ta trudność już została pokonana, że setki tysięcy kobiet na wybitnych stanowiskach w dziedzinie zajęć umysłowych dorównywują najzupełniej mężczyźnie.
Stanowcze orzeczenie, jakie będą drogi, jaka meta i jaki plon naukowej pracy kobiet, gdy przystąpi do niej ogół, a nie wybitniejsze jednostki — jest dotąd wszakże jeszcze przedwczesne.
Za dużo przeszkód zewsząd, za dużo pocisków, których odparcie zużywa energię i napięcie intelektualnych porywów.
Każda nowa siła kobieca musi przejść przez fazę niedoceniania z jednej strony, przeceniania — z drugiej.
„Pani Curie nie wynalazłaby radu bez pana Curie” — wołają wrogowie feministycznych zakusów, nieuznający geniuszu w kobiecie, nieprzypuszczający jego możliwości.