Wszystkie jej poczynania zbiegają się zawsze najściślej z założeniami i dążeniami ruchu kobiecego. Mimo to znajduje wszakże jeszcze kącik dla uspołecznienia pracy swojej zawodowej. Zostaje czynnym członkiem Towarzystwa Medycyny Społecznej, wygłasza referaty, bierze udział w komisjach. Zapisuje się na czynnego członka Towarzystwa Przeciwgruźliczego, popularyzuje drogą odczytów i artykułów konieczność walki z gruźlicą. Od czterechh lat ordynuje Centralną Przychodnią Przeciwgruźliczą. Z chwilą powstania Izb Lekarskich w 1922 r. zostaje wybrana w I kadencji na członka Rady Izby Lekarskiej Warszawsko-Białostockiej, następnie jako członek zarządu tejże Izby oraz przewodnicząca Komitetu Zdrowia Publicznego, gdzie przygotowuje referaty i materiały w wielu sprawach ustawodawstwa lekarskiego. Tu wszakże wysuwa się zagadnienie kobiet, które, jakkolwiek równouprawnione zawodowo, jednak mają zadania swoje odrębne i muszą łączyć się w zwarte szeregi, aby wywalczać sobie stanowiska, bronione przez zaciekłe współzawodnictwo kolegów.

W 1926 r. więc przygotowuje dr Tylicka Statut Zrzeszenia Lekarek Polskich, zakłada je i zostaje wiceprzewodniczącą organizacji.

Ważną placówką, którą stworzyła wkrótce po wyzwoleniu Polski, jest Klub Polityczny Kobiet Postępowych, umiłowane, zdaje się i z trudem prowadzone dzieło, skupiające wszystkie jej wysiłki w kierunku dźwigania kobiet polskich na szczeble zrozumienia zadań równouprawnienia obywatelki, która ma przed sobą otwarte pola pracy zawodowej i społecznej, może być przedstawicielką narodu, ale po dawnemu, jak wzdłuż stężałej grudy, twardym wysiłkiem torować sobie musi każde posunięcie naprzód.

Zgromadziła dr Tylicka w Klubie swoim najinteligentniejsze żywioły kobiece. Głównym zadaniem — polityczne uświadamianie kobiet. Poza tym każda kwestia kobieca, z dziedziny prawnej, społecznej czy wychowawczej, znajduje na wieczorach klubowych wszechstronne oświetlenie i wywołuje odnośne uchwały.

*

Nakreślony powyżej szkic działalności dr J. Budzińskiej-Tylickiej zaledwie w ogólnych zarysach objął całokształt pracy tej niepospolitej kobiety, której ani ciosy moralne, ani niepowodzenia i klęski materialne nie są w stanie złamać lub przykuć do spokojnej, bezpiecznej taczki, przy której mogłyby wypocząć stargane siły. Pracuje i pracować będzie, póki tchu starczy, w imię założeń, jakie sobie postawiła, w imię ideałów, które kierowały jej życiem, w imię dobra ogólnego i ukochania Polski.

Helena Weychert

Siła, energia, władczość w wyrazie twarzy, ruchach, spojrzeniu i niskim, prawie męskim głosie.

Za lat dziecięcych marzyła, żeby zostać wojskowym albo doktorem. Rozumie się — chirurgiem, bo ciupanie po gnatach i skórze chorego byłoby ją zanudziło na śmierć. Nóż — czyn doraźny. Wykrajanie chorobotwórczych obrzydliwości — to jest nadzianie wroga na bagnet.

Byłaby na pewno znakomitym generałem albo wziętym operatorem.