O wojsku polskim wtedy jeszcze się nie śniło. Pójście na medycynę jakoś nie mogło przyjść do skutku. Zostało gospodarowanie. Na razie we własnym majątku do spółki z bratem. Po ożenieniu się brata gospodarowanie z Marią Rodziewiczówną. Całe długie dziesięć lat. Aż póki pożary i różne inne klęski nie ścięły jej z nóg. Zachorowała i po prostu nie mogła już pracować dalej na wsi. Osiadła w Warszawie. I tu wybujała silnie druga strona jej umysłowości. Zrozumienie znaczenia prawa w życiu społecznym. Konieczność oparcia się na ściśle obowiązujących normach, przepisach, orzeczeniach, bez których naród i państwo wpada w bezład anarchii.
Właściwie kategoriami prawnymi myślała od lat najmłodszych. Nawet wtedy, gdy marzeniem jej była wojskowość lub chirurgia.
Wymogom prawa powinni podlegać wszyscy. Ale też i mieć równe prawa wszyscy.
„Bez różnicy płci!” — krzyczało w niej.
Tymczasem — dziecko jeszcze — postrzegła, że tak nie jest. Że tej drugiej połowie ludzkości, temu „piątemu stanowi”, jak nazwał Świętochowski niegdyś kobiety, dzieje się krzywda.
Targał nią bunt przeciw uprzywilejowaniu. W poczuciu sprawiedliwości. W zrozumieniu, że upośledzona jaźń kobieca, raz wyrwana z orbity lekceważącego Napoleońskiego Kodeksu, stanie w szeregu współtwórców życia publicznego — równa z równymi, odpowiedzialna za czyny swoje.
Zapisała się Helena Weychert do Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich Reinschmitowej. Prawniczy jej umysł, śmiałe żądania, energiczne wystąpienia zwróciły na nią uwagę. Została wybrana do zarządu. Była czas jakiś. Ale teren wydał jej się za wąski. Kółko feministyczne za ciasne, zanadto zwarte, zbyt w teoretycznym doktrynerstwie zasklepione. (Doktrynerkami nazywano feministki ze Związku Reinschmitowej dlatego, że nie chciały wchodzić w kompromis. Pełne prawa albo dalej walczyć o nie. Półśrodków nie uznawały. Do Dumy34 zwracać się nie chciały). Po pewnym czasie wystąpiła. Lecz energiczna, władcza natura domagała się czynu.
Rozwijało wówczas bujną działalność (w zakresie możliwości tolerowanych lub... niedopatrzonych przez rząd rosyjski) Zjednoczone Koło Ziemianek, które wyszło z łona Delegacji Gospodarczej przy Muzeum Popierania Przemysłu i Handlu i około 1909 r. obejmowało już 60 kółek (w tym 18 włościańskich), utrzymywało szkoły tkactwa, przemysłu domowego, gospodarstwa dla dziewcząt włościańskich, seminarium ochroniarek wiejskich itp., itp.
Pewne grupy członkiń popierały reformę praw cywilnych i ruch kobiecy, a nawet przyłączyły się do akcji Teresy Wołowskiej i dr T. Ciszkiewiczowej, które z ramienia Koła Kobiet Polskich wysłały w 1906 r. na ręce posła do I Dumy, ks. Grajewskiego, adres35 w sprawie równouprawnienia.
Po wystąpieniu ze Związku Reinschmit-Kuczalskiej, zapisała się H. Weychertówna do Zjednoczonego Koła Ziemianek. Wybrana do Zarządu, została główną jego sekretarką. Pierwszą jej pracą było urządzenie w „Świetlicy” Ziemianek wystawy przemysłu włościańskiego i robót kobiecych, która cieszyła się ogromnym powodzeniem.