Zajmowała się Komisja poza tym sprawą warunków prawnych zawodowej pracy kobiet, przygotowawszy między innymi szkic ustawy o najmie służby domowej. Poświęcała dużo czasu i uwagi zagadnieniu reglamentacji prostytucji, obstając przy zniesieniu jej. Rozpatrywała kwestię wychodźstwa. Żądała wprowadzenia inspektorek fabrycznych. Przedstawiła opracowany szczegółowo projekt seminarium dla nauczycielek ludowych itp., itp.
Wszystko to już jest dzisiaj. A niejednemu zdaje się, że przyszło z dnia na dzień — dzieło jakiegoś ostatniego pokolenia. Gdy tymczasem każdą zdobycz powojenną przygotowywali czasu niewoli ludzie skrępowani w każdym swoim ruchu, pracujący najczęściej bez wiary w urzeczywistnienie własnych poczynań, ale jednak wyczuwający głęboko, że przyjdzie chwila...
Tylko „chciejmy chcieć!”36... a wszystko będzie.
Wielu spośród najgorliwszych czynnych członków Biura Pracy Społecznej nie doczekało plonowi dzieła swego w wolnej Polsce. Ci, co zostali przy życiu, zajmują dziś wszyscy prawie wyższe stanowiska na służbie państwowej w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Komisja dla spraw kobiecych przetrwała do 1918 r. Zostało po niej wiele akt ciekawych, bądź w rękach byłej przewodniczącej, p. Heleny Weychert (między innymi spis wszystkich właścicielek nieruchomości m. Warszawy, przygotowany przed pierwszymi wyborami do Rady Miejskiej), bądź w siedzibie Biura Pracy Społecznej, które jeszcze wegetuje (Kopernika 30, gmach CTR37).
*
Wybuch wojny zastał Helenę Weychert w Warszawie. Wrzało wtedy od trudu roboczego. Garnęły się do pracy ręce i głowy, nadzieją rozbujane. Stanęła przy najpilniejszych, niecierpiących zwłoki warsztatach i ona. Urządziła łącznie z Marią Rodziewiczówną i innymi szpital dla rannych żołnierzy na Miodowej i schronisko dla dzieci porzuconych, zbłąkanych po przemarszu wojsk w obrębie działań wojennych. Zorganizowała pomoc dla ofiar wojny, poruszywszy znaczną część Kresów, skąd przysyłano masami odzież, bieliznę, żywność, nawet nasiona, które umożliwiły obsianie miejskich nieużytków aż po same okopy. Zapowiedziany, dążył już ku Warszawie cały wagon świń, gdy nagle weszli Niemcy, no i wyprawili sobie zapewne ucztę niebywałą.
Wkrótce po wybuchu wojny powstał szeroko rozgałęziony Komitet Obywatelski, a przy nim — pod przewodnictwem zawsze czynnej, niezmordowanej Heleny Weychert — sekcja kobieca. Ale podział na podsekcje, które na równi z sekcją ogólną zależne były w każdym poczynaniu od centrali, utrudniał ruchy. Ginęło wśród chaosu rozporządzeń i przyjmowania lub niedanych projektów niejedno ważne zamierzenie, uniemożliwiając ciągłość, systematyczność i pomysłowość pracy. Zniechęciło to bardziej rzutkie i samodzielne społecznice, a przede wszystkim samą przewodniczącą, która ustąpiła.
Ten okres życia nie zaznaczył się dla Heleny Weychert niczym szczególnym. Natomiast doniosłe znaczenie miała praca jej dla rezerwistek.
Na samym początku wojny zaprosił ówczesny prezydent miasta Warszawy, Müller38, jakieś kilkadziesiąt osób do Sali Ratuszowej. Przemówiwszy po raz pierwszy w języku francuskim, z pominięciem urzędowego, przedstawił konieczność zorganizowania przez społeczeństwo samoopieki nad rodzinami żołnierzy, którzy poszli na front.