Urodzona w łomżyńskim, w dziewiątym roku życia już opuściła dom, by przez siedem lat następnych widywać rodzinę tylko w czasie wakacji szkolnych.
W jasnej główce dziecięcej snuły się cudne marzenia. Zostanie artystką. Pojedzie w świat uczyć się i potem już — całe życie malarstwo.
Tymczasem stało się inaczej. Miała 15 lat, gdy skończyła gimnazjum, i w tym samym roku po kilkoletniej chorobie zmarł ojciec jej, a wtedy — prysnęły sny dziecięce. Zamiast cyganerii artystycznej twarda praca biurowa.
Pierwsza posada w wielkiej firmie księgarskiej. Ciekawy umysł rzucił się na książki, łykając wszystko, co wpadło w oczy. Nie było kierunku wiedzy i zagadnienia, które by nie wciskało się w mózg wszystkimi porami. Nie zdawała sobie sprawy, co zajmowało ją najwięcej. Raz rzucała się na książki medyczne i zaczytywała w nich bez pamięci. To znowu z równą zaciekłością więzła w socjologii, psychologii, estetyce. Aż zatrzymała się na literaturze i historii sztuki wszystkich krajów i wszystkich epok.
Trwało tak cztery lata. Wróżki mądrych przeznaczeń oderwały ją od książek i przeniosły na placówki, na których jak bujny kwiat miała rozwinąć się ta druga właściwość jej umysłowości: wielki dar organizacyjny, bystra pomysłowość i szybkie orientowanie się w robotach konkretnych.
Było to w czasie, kiedy pierwsze słabe kroki stawiała w Polsce elektrotechnika. Jeden z wybitnych jej pionierów, człowiek niezwykłej miary, zmarły niedawno inżynier Tomasz Ruśkiewicz zaofiarował Waśniewskiej posadę w firmie swojej. Była szczęśliwa, że mogła dopomóc w tworzeniu się i organizowaniu przemysłu, który zakreślał coraz szersze kręgi, Ruśkiewicz bowiem rozgałęział działalność swoją i na prowincję. Dwadzieścia lat z górą trwała na stanowisku kierowniczki działu handlowego firmy i należała do niewielu kobiet w Polsce otrzymujących płacę, równą uposażeniu męskich kolegów na tym samym stopniu hierarchii zawodowej. Kształciła się przy tym stale, pogłębiając wiadomości swoje fachowe i ogólne.
Hasła równouprawnienia rozkrzyczały się w niej wcześnie. Po raz pierwszy — jakżeż by nie wtedy, gdy spostrzegła, z jaką łatwością chłopcy w jej wieku — krewni, znajomi — po zdaniu matury mieli wstęp do uniwersytetu otwarty, a ona? No tak, z daleka wolno jej było popatrzeć na podwórze gmachu.
Zagranica niedostępna. Krajowe wszechnice42 zamknięte dla kobiet. Czyż w chciwym wiedzy umyśle mógł nie powstać bunt? A potem w życiu, w pracy zawodowej to ciągłe stosowanie podwójnej miary — przy równomiernych kwalifikacjach i uzdolnieniu niższa płaca, niższe stanowiska... Wprawdzie ona sama nie należała do pokrzywdzonych, ale dokoła niej wszystkie...
Zapisała się do Polskiego Stowarzyszenia Równouprawnienia Kobiet, postanawiając przeprowadzić w praktyce zasadę równych płac przy równej pracy, co jej się w pewnych wypadkach udało.
W czasie wojny z inicjatywy i pod przewodnictwem dr J. Budzińskiej-Tylickiej powstał Klub Polityczny Kobiet Postępowych, oparty na zasadach równouprawnienia. Wstąpiła do niego Waśniewska, została wiceprzewodniczącą zarządu i na tym stanowisku trwa dotąd.