Jednak słyszymy ją najczęściej przemawiającą do kobiet i w sprawach bądź ściśle związanych z ruchem kobiecym, bądź też zahaczających o nie, jak niezbędne ogniwo łańcucha zadań ogólnych.
Z katedr publicznych, na wiecach i zgromadzeniach inteligencji, w świetlicach domów ludowo-robotniczych gromi z temperamentem, swadą i głęboką wiarą w konieczność akcji prozelitycznej — alkoholizm, reglamentację prostytucji, prawo podwójnej moralności.
Porusza zagadnienia etyki małżeńskiej, wykazując krzywdę kodeksów, upośledzających mężatkę w wolnej Polsce, gdzie dotychczas jeszcze w każdym z trzech byłych zaborów obowiązują inne paragrafy i rozporządzenia.
Troszczy się o opiekę nad dzieckiem ślubnym i nieślubnym. Żąda ochrony macierzyństwa. Dopomina się o równą płacę za równą pracę. Wchodzi w dziedzinę wychowawczego, zawodowego i obywatelsko-społecznego przygotowania kobiet do zadań tych samodzielnych wyborczyń, które powinny wiedzieć, na kogo oddawać swe głosy. A może — w przyszłości — radnych, posłanek, senatorek, powołanych do umacniania państwowości polskiej.
Przejęta do głębi kwestiami stanowiącymi treść i jądro ruchu kobiecego, a obejmującymi równocześnie najbardziej palące sprawy ogólnozawodowe i obywatelskie, oddaje im się — można by powiedzieć — bezpodzielnie. Jednak poziom zdobytego wykształcenia, wielkie wyrobienie społeczne i nerw zaciekawienia, właściwy ludziom o bystrym, rwącym umyśle, otwiera przed nią sploty innych doniosłych zagadnień, bądź aktualnych, bądź zasadniczych, jak metodyka nauczania, stosunek wychowawców do nieletnich przestępców (z powodu wracającej nieustannie na łamy pism i pod sąd opinii publicznej sprawy Studzieńca53), karalności dzieci anormalnych itp. Pisze broszury i książki pedagogiczne, zabiera głos w sprawach spornych, gdy chodzi o skrystalizowanie zapatrywań nauczycielstwa polskiego na najbardziej zasadnicze reformatorsko-twórcze założenia nowych kierunków wychowania lub poddania rewizji dawnych. Porywa ją to, zajmuje. Wraca wszakże wciąż do pracy nad kobietą, dla kobiety, wśród kobiet.
Od chwili założenia przez Paulinę Kuczalską-Reinschmit Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich w Warszawie była jego stałym, bardzo ruchliwym członkiem. Od 1909 r. po wyjeździe na Uniwersytet Jagielloński do Krakowa, dla odbycia studiów polonistycznych, zostaje czynnym członkiem Towarzystwa Akademickiego Kobiecego „Jedność”, które prowadziło walkę o równouprawnienie na terenie wyższych uczelni. Drogą odczytów, referatów, przemówień na większych i mniejszych zgromadzeniach podnosiła etyczną stronę równouprawnienia (budzenie godności kobiety, walkę z prostytucją i alkoholizmem).
Pisała w „Sterze” artykuły z dziedziny spraw kobiecych. W czasie wojny redagowała dodatek „Dla kobiet wiejskich” do pisma „Na posterunku”, którego była stałą współpracowniczką. Po wojnie rozwinęła działalność równouprawnieniową w Wydziale Kobiecym PPS, pomieszczając prace swoje w „Głosie kobiet”, organie tej organizacji.
Od 1923 r. została przewodniczącą Towarzystwa Klubów Kobiet Pracujących, instytucji o charakterze oświatowo-kulturalnym, której celem jest podnoszenie poziomu etycznego członkiń, budzenie w nich poszanowania praw człowieka, rozwijanie świadomości obowiązków, ciążących na każdym obywatelu państwa bez różnicy płci.
Towarzystwo urządza kursy naukowe, odczyty, zebrania dyskusyjne, organizuje wycieczki, obchody uroczyste, zabawy bezalkoholowe, chóry, orkiestry, przedstawienia teatralne, ćwiczenia, popisy gimnastyczne. Otwiera czytelnie, wydaje pismo. Opiekuje się dziećmi członkiń, urządza dla nich ogniska (kluby), zabawy, poradnie wychowawcze i higieniczne, ochrony, żłobki, kursy.
Praca piękna, podniosła, wlewająca w społeczeństwo siły i soki ożywcze. Praca z wytężoną myślą o dźwiganiu kobiety ku najwyższym szczeblom obywatelskiego równouprawnienia.