Lata wojny przetrwała Paradowska w Warszawie, otrzymawszy posadę w biurze prywatnym, pełna troski o najbliższych, na teren wojny zagnanych. Cios za ciosem — śmierć kolejna dwóch braci, choroba matki podkopały jej siły. Z sercem bardzo osłabionym musiała wziąć na siebie jednak ciężar prowadzenia zawiłych interesów rodzinnych, którym w chaosie wojny podołałby nie każdy umysł najtęższego administratora. Padały albo przechodziły w cudze ręce nieruchomości jedna po drugiej. Paradowska uratowała własność nieletnich.
Mimo nawału pracy i sił nadwątlonych, nie zeszła z placówek społecznych. Do 1925 r. włącznie była członkiem Komitetu Naukowego Związku Księgowych. Była i jest ekspertem w sądzie, gdy chodzi o sprawy zawodowe. W latach 1919/20 należała do Koła Opieki nad Ochotniczą Legią Kobiet58. Wierna pacyfistycznym założeniom ruchu kobiecego, zapisała się do Towarzystwa Przyjaciół Ligi Narodów i w 1924 r. została wybrana do delegacji polskiej na zjazd przedstawicieli tegoż Towarzystwa w Lugdunie59, objąwszy pracę w sekcji ekonomicznej. Była również delegatką do Związku Stowarzyszeń Kobiecych aż do chwili jego zamknięcia.
W 1920 r. została głównym buchalterem i prokurentem60 jednego z większych banków w Warszawie. Wysoce odpowiedzialne to stanowisko przyjęła z całą powagą i pełną świadomością, że podoła zadaniu. W wydziale, który prowadziła, pracowało w styczniu 1924 roku 36 kobiet i 70 mężczyzn. Po redukcjach zostało 18 kobiet i 31 mężczyzn. Jako naczelny buchalter miała ingerencję do wszystkich wydziałów. W ogóle tylko przez dwa i pół roku pracowała w charakterze pomocniczym, zaś od 1904 roku na samodzielnych stanowiskach, które zmieniła tylko cztery razy w życiu.
Jedno z pism pomieściło niedawno wywiad z urzędnikiem w stopniu referenta na temat pracy kobiet. Sąd wypadł pochlebnie. Mimo to jednak pan referent oznajmił, że nigdy nie poddałby się w biurze „babskiej komendzie” i nie rozumie męskich kolegów, którzy przyjmują podobną rolę.
Byłabym poprosiła tego „człowieka zasad” do wydziału Paradowskiej w chwili najkrytyczniejszej, gdy wszędzie prawie już na pół godziny przed zamknięciem biura zaczyna się gorączkowe chowanie teczek, mycie rąk, czyszczenie ubrań, manipulacja z puszkiem od pudru, szepty i umawiania się na wspólne przepędzenie wieczoru.
Za najlżejszym szmerem podnosiła się pani główny buchalter i przechodziła wolniutko wzdłuż długiej sali. Nic nie mówiąc, wracała na swoje miejsce. I zapadała kościelna cisza, aż póki zegar nie wydzwonił godziny.
Mamy dziś niejedną kobietę na odpowiedzialnym stanowisku. Każda zdobyła je tylko dzięki wykwalifikowaniu i wysokim zaletom umysłu. Protekcja ogarnia co najwyżej „anioły” X, XI kategorii. Pani naczelnik musi wykazać omalże nie geniusz tam, gdzie od „pana naczelnika” wymaga się zaledwie przeciętnych uzdolnień.
*
W 1927 r. z powodu likwidacji Banku Zjednoczonych Ziem Polskich ustępuje A. Szelągowska ze stanowiska prokurenta Banku. Wkrótce potem zostaje wybrana członkiem Zarządu Spółdzielczego Banku Przemysłowców i Kupców. Opuszcza jednak po pewnym czasie to stanowisko, by całkowicie poświęcić się pracy społecznej, która ma dla niej urok nieopisany.
Podczas wyborów do Sejmu i Senatu w 1927 r. została powołana do Zarządu Demokratycznego Komitetu Wyborczego, znalazłszy pole do rozwinięcia czynnej działalności organizacyjnej na terenie Warszawy. Po wyborach DKW przeradza się w Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet. A. Szelągowska, jako wiceprzewodnicząca Warszawskiego Oddziału tego związku, organizuje koła dzielnicowe Warszawy, które prowadzą robotę oświatową i dążą do uświadamiania obywatelskiego mas szerokich.