Na jesieni 1927 r. zostaje wybrana przez delegatki wszystkich zrzeszeń i związków kobiecych bez różnicy przekonań przewodniczącą Komitetu Wystawy Pracy Kobiet na Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu, zmuszona z tego powodu do zrezygnowania z godności wiceprzewodniczącej Warszawskiego Oddziału Związku Pracy Obywatelskiej, co nie przeszkodziło, iż z wiosną 1929 r. przyjmuje zaproponowane jej przez Główny Zarząd tegoż Związku kierownictwo Wydziału Zagranicznego i jedzie w czerwcu na Kongres Związku Międzynarodowego Praw Wyborczych i Pracy Obywatelskiej Kobiet w Berlinie jako delegatka naszego Związku Pracy Obywatelskiej, który zostaje przyjęty w poczet stowarzyszeń tworzących Międzynarodowy Związek jako jedyna organizacja reprezentująca na tym terenie Polskę. (A. Szelągowska pracuje w ogóle już od lat kilku nad wytworzeniem łączności z kobietami innych krajów jako wiceprzewodnicząca Rady Narodowej Polek i zarazem delegatka Towarzystwa Zawodowego Kształcenia Kobiet do tejże Rady).

Wydział zagraniczny pod kierunkiem p. Szelągowskiej podejmuje pracę w trzech kierunkach: 1) wzmacniania łączności międzynarodowej kobiet; 2) zainteresowywania sprawami Polski tych cudzoziemek, które czasowo lub stale u nas przebywają, oprowadzania ich, zapoznawania z organizacjami i zakładami naszymi, obwożenia po kraju; 3) zaznajamiania Polek z tym wszystkim, co dzieje się za granicą w dziedzinie ruchu kobiecego, przystosowywania rzeczy dodatnich, unikania ujemnych.

Z ramienia Towarzystwa Przyjaciół Pokoju brała udział w Kongresie Pacyfistycznym w Atenach jesienią 1929 r., uważając, iż Polska powinna być wszędzie i — pomawiana o wojowniczość, bronić swego umiłowania spokojnej, twórczej pracy. Pacyfizm przy tym, jako jeden z punktów programu ruchu kobiecego, znalazł w p. Szelągowskiej orędowniczkę najzupełniej przygotowaną, a równocześnie w pełni uświadomioną, że kraj zagrożony niebezpiecznym sąsiedztwem z dwóch stron popierać może ideę pacyfistyczną jedynie warunkowo.

*

Czy pani „główny buchalter, naczelnik, dyrektor fabryki, prezes Komitetu Wykonawczego PWK” itp. nie męczy się prędzej od swych męskich kolegów i nie zatraca w „męskiej” pracy cech kobiecości?

„Ministerialna głowa” miewa chwile synkop61 wypoczynkowych, ale — poza biurem. Przyczaja się płomyk błękitny i niesie ponad salda, bilanse, nieskończone kolumny cyfr w krainę literatury i sztuki.

Kocha muzykę, malarstwo, piękne książki. Salonik na Żurawiej, z mnóstwem obrazów i artystycznych gracików, jest raczej zaciszem słodkiej damy, której życie upływa na rozmowach z przyjaciółmi, aniżeli gabinetem prokurenta, mającego do rozporządzenia dla siebie wyłącznie jakieś kilka godzin zaledwie w tygodniu.

Mówi się o poezji, beletrystyce, teatrze, muzeach, podróżach. Mąż, profesor, rzuca misternie skonstruowany dowcip. Goście odparowywują. W atmosferze „słodkiej kobiecości” tylko zegar przypomina czas, który mija.

Dr filozofii Julia Dickstein-Wieleżyńska

Bujne i rojne były poczynania młodziutkiej feministki, którą gnały wichry żywiołowej ciekawości wszelkiej zjawy i wszystkich zagadnień, ale zatrzymywał co chwila jakiś krzyk, jakiś zgrzyt, jakaś krzywda społeczna. Stop! To przede wszystkim. Zleczyć, złagodzić, ukoić...