Pierwszym bólem, który targnął wrażliwość dziewczęcą, było upośledzenie kobiety. Jakżeż? Głupi, niedołężny mężczyzna ma wszystkie prawa i wszystkie przywileje, a mądra, energiczna, silna kobieta łamie się pod pręgierzem zakazów prawnych, społecznych, obyczajowych. Skąd, gdy jedna dusza, dwa obozy?...

Zaledwie wyrosła z krótkich spódniczek, już weszła w szranki bojownic równouprawnienia — jako młodziutki, czupurny ich adiutancik, pełen niezliczonych, co minuta, co godzina, pomysłów i projektów, którym niepodobna było nadążyć.

Pierwszy występ jej publiczny, jeszcze jako dziewczynki, był w dużej sali warszawskiego Muzeum Popierania Przemysłu i Handlu na wieczorze poświęconym kwestii kobiecej. Kazano jej powiedzieć coś „od panien o pannach”. Wydało jej się to dziecinne, ale mówiła ze swadą i doskonałą dykcją, błyskotliwie, a nie płytko, logicznie przeprowadzając założenie i ujmując felietonową rozprawkę w formę wykwintną.

Te cechy przemówień, ulotnych czy głębszych, zostały już u niej aż po dzień dzisiejszy. Młoda feministka, późniejsza filozofka, eseistka, krytyk literacki — należy do najlepszych naszych prelegentek.

„Rzuciło” ją na studia uniwersyteckie do Berlina i Rzymu. Wróciwszy, przemawiała w sprawach kobiecych bez końca. Do inteligencji, półinteligencji, rękodzielniczek, robotnic i robotników. W pięknych, dużych, jasnych salach i w ciemnych szopach fabrycznych, na krańcach przedmieść, gdzie już jakby kończył się świat spraw ludzkich.

Wszystkie Równouprawnienia „wysadzały” ją na prelegentkę. Czy to podczas pamiątkowych rocznic, gdy oddawano cześć wielkim narodowym autorkom, czy też w innych dorywczych okolicznościach. Złożyła więc hołd Żmichowskiej, o której ma dwa studia drukowane. Mówiła o Orzeszkowej na pośmiertnej akademii (również studium o niej w druku), o Konopnickiej, której poświęciła całą książkę — pierwszą, jaka pojawiła się u nas o genialnej poetce (sprawozdanie wyszło w nr 5 „Kobiety Współczesnej” 1927 r. i innych pismach).

A równocześnie sypały się artykuły długi sznur, przeważnie felietonów w „Nowej Gazecie”, w „Nowym Słowie” Turzymy, we wszystkich tygodnikach i miesięcznikach polskich i paru zagranicznych, które popierały ruch kobiecy. Najpierwszy poświęcony był krytyce Ellen Key62. Niektóre późniejsze wchodziły nawet w zakres filozoficzny, jak: Z ewolucji duszy kobiecej, Idea wyzwolenia kobiety na szczytach polskiego natchnienia (poglądy trzech wieszczów na wolność i równość kobiet).

Włączyła je do książki, która była owocem długoletnich przemyśleń i wielkiej pracy. Prometeusz i Paraklet, duży tom rozpraw filozoficzno-literackich, monografii, szkiców został skonfiskowany i spalony przez cenzurę rosyjską natychmiast po ukazaniu się w 1913 r. z powodu studium o Romanowskim63 w rocznicę powstania.

*

Przeszła J. Dicksteinówna, dzisiejsza pani Wieleżyńska, wszystkie feministyczne przełomy. Było ich aż trzy. Pierwszy w Polskim Stowarzyszeniu Równouprawnienia Kobiet, któremu przewodniczyła wówczas Paulina Kuczalska-Reinschmit.