Po zburzeniu Towarzystwa Kultury i z nim razem Komisji Pracy Kobiet już tylko najwytrwalsza grupa, zespolona mocno spoidłem trzech rozłamów, postanowiła iść dalej razem. Łącznie z Anną Paradowską (dziś prof. Szelągowską), Wandą Opęchowską, Emilią Pankiewiczówną, Marią Dunin-Sulgustowską, Natalią Greniewską — utworzyłyśmy Towarzystwo Zawodowego Kształcenia Kobiet, zalegalizowane w pierwszym roku wojny. Hasła równouprawnienia ześrodkowały się w dążeniu do wyzwolenia kobiety drogą wydźwignięcia jej z dyletantyzmu roboczego. Materiału „niedouczonych” dostarczała Szkoła Niedzielna, która po przez wszystkie przełomy była zawsze w jednych rękach, otaczana gorliwą opieką nie tylko założycielek Towarzystwa, ale także gorąco jej oddanych: dr M. Bornstein-Łychowskiej, Marii Sokalowej, Natalii Greniewskiej, Anny Leo-Rose, Al. Kolendowskiej i wielu, wielu innych. J. Dicksteinówna wygłaszała dla uczenie okolicznościowe odczyty w różne pamiątkowe rocznice (Żmichowskiej, Konopnickiej, Orzeszkowej, Asnyka, Ujejskiego, Nulla, Danta itp.).
Ale wojna wytworzyła górę nowych potrzeb. Wpadły „radykalne i umiarkowane” feministki w wiry nowych prac. Każda musiała podjąć jakąś akcję, związaną z doraźną koniecznością. Nie rzucały dawnych swoich placówek te tylko, których nie miał kto zastąpić. Dicksteinówna zaciągnęła się do Ligi Kobiet, żeby pracować dla żołnierzy, a poza tym jak zawsze: pogadanki, odczyty w śródmieściu i na krańcach miasta.
Łańcuch jej prac społecznych długi, a tym bardziej podziwu godny, że nieraz ledwie uciągnąć go mogły słabe ręce, ledwie dźwigały wątłe siły. Początek sięga jeszcze lat niewoli.
Stworzyła i prowadziła przez parę lat pierwszą w Warszawie koedukacyjną szkołę rzemieślniczą dla dzieci oraz jedną z pierwszych licznie uczęszczanych szkół niedzielnych dla pracownic w Warszawie, przekształciwszy ją następnie w pierwszy na terenie byłej Kongresówki Dom Ludowy, pod nazwą „Ogniska Ludowego”, które dziś już zapomniane, za obcych rządów mimo braku legalizacji liczyło aż dwustu zakonspirowanych członków.
W czasie rewolucji 1905 r. zajęła się ratunkiem wyrzuconych na bruk dziewcząt upadłych i stworzyła coś w rodzaju późniejszej „Przystani”65. Z nastaniem „polskich czasów” pracowała we wszystkich komitetach wyborczych, a któryś z nich postawił nawet jej kandydaturę do Sejmu, naturalnie — jak sama mówi — na jakimś dalekim miejscu. W 1919 r. stworzyła Komitet Uczczenia Żmichowskiej, który przeprowadził wmurowanie tablicy pamiątkowej na „Miodogórzu”66 i urządził różne obchody literacko-szkolne. Po śmierci Konopnickiej wydała odezwę w sprawie sprowadzenia zwłok jej na Skałkę i stworzenia komitetu, który rozbiła wojna.
Niezmiernie ważną a ryzykowną była kilkoletnia jej praca w więzieniach za czasów rosyjskich. Arsenał67, Serbia68, Mokotów69 stanęły przed nią otworem. Już samą swoją obecnością niosła promyk światła. Książki z przemycanymi wewnątrz, mimo ścisłej kontroli, kartkami od rodziny i towarzyszów, kilka dobrych słów, znaczące spojrzenie — to były wielkie święta skazańców. Każdej chwili mogła była potknąć się, ale wytrwała, dopóki z „wysoczajszych”70 nakazów nie zamknięto przed polskimi cywilami wstępu do „politycznych”.
Za czasów niemieckich71 przez niesłychane zabiegi zdobyła wstęp do więźniów koalicyjnych w Cytadeli. Szło jej przede wszystkim o Włochów72, z którymi nikt porozumieć się nie mógł. Znalazła ich w tragicznych warunkach, chorych, ciężko rannych. W dodatku robiono im szalone trudności co do korespondencji z rodzinami. Wszelkimi siłami starała się ulżyć ich doli, czego, naturalnie, tolerować nie mogli Niemcy. Kiedyś przy otrzymywaniu przepustki została zbita boleśnie przez wszechwładnego podoficera, zemściła się jednak tego samego dnia zaraz, opowiedziawszy swoim przyjaciołom o świeżym zwycięstwie pod Vittorio Veneto73, co uradowało ich niesłychanie, a której to uciechy nie mógł zrozumieć cerber w pikielhaubie74, próżno usiłujący pochwycić coś z trzepaniny włoskiej.
Rozmiłowana w piśmiennictwie i kraju włoskim, stworzyła Towarzystwo Leonarda da Vinci, polsko-włoskie, i pierwsza rozdzwoniła przypomnienie rocznicy St. Bechiego75. Stworzyła komitet obchodu, zorganizowała zbiórkę pieniędzy na pomnik, wygłaszała odczyty w Warszawie i na prowincji o cudzoziemcu, który zginął za Polskę. Pierwsza również przyczyniła się do złożenia hołdu pośmiertnego Begeyowi76, wielbicielowi Towiańskiego i Mickiewicza, wielkiemu przyjacielowi Polski.
A obok działalności społecznej ciągła praca literacka. Cenne studia o Ujejskim, Asnyku, Krasińskim i wielkich naszych poetkach. O Petrarce, Dancie i młodych pisarzach włoskich. Monografie, szkice, rozbiory krytyczne, artykuły.
Dorobek rosnący z roku na rok.