Rozpłonęły nad trumną Jej światła w kościele Zbawiciela. Rozkołysały się sztandary szkół i wyższych uczelni. Poniosła się na skrzydłach pieśni do Boga dusza, która spełniła trud swój na ziemi. Ale może jeszcze nie wszystek. Może została zaródź niezrealizowanych poczynań, niewzeszłych siewów. Może jak płatki róży spłyną kiedyś niedopowiedziane Jej myśli, nierzucone wskaźniki93.

Płonął kościół. Na szarą ulicę niosło się światło i łkanie Crucifixu94.

— Kto umarł? — Czyj ten pogrzeb królewski?

Nazwisko w czarnej obwódce na murach kościoła nic nie mówiło garstkom przechodniów, którzy wstępowali poza kruchtę świątyni. Ale wszedł na ambonę ksiądz, uczeń zmarłej, i wygłosił serdeczny, mądry, płomienny Jej życiorys.

Wtedy zrozumiano, że pod wiekiem trumny legło ciało wielkiej uczonej, która rozsławiła Polskę.

Podniosły się westchnienia. Zaszemrały pacierze.

Żegnano ducha dostojnego, myśl wielką, prawą, czystą, dla której nie było wśród swoich oceny.

Więc gdy rozszumiały się na cmentarzu żałobne proporce i przyczaiły w biczyskach drzew cierpkie wichrowe skomlenia, przeszedł po nich jakby cichy szloch.

Może tej krzywdy, która w wolnej Polsce zabiła genialną Polkę?

Dr Zofia Daszyńska-Golińska