Kwestia kobieca więc stała się zagadnieniem, które nie przestaje zajmować Daszyńskiej po dzień dzisiejszy. Podnosi sprawę w prasie bieżącej, w przemówieniach na wiecach publicznych i kongresach międzynarodowych. Poświęca jej oddzielne broszury (Współczesny ruch kobiecy wobec kwestii robotniczej, Prawo wyborcze kobiet). Porusza ją w ulotkach, ankietach, wtrąca epizodycznie do różnych prac swoich naukowych.

Bardzo znamiennym i cennym nabytkiem jest zbroszurowany odczyt Kwestia kobieca a małżeństwo wydany przez Polskie Towarzystwo Eugeniczne106.

Zajmuje Daszyńska stanowisko niezwykle rozważnego, czujnego na wszystkie przejawy stosunków społecznych badacza, który wpadłszy w pełny nurt rwącego strumienia, nie da porwać się ani na prawo, ani na lewo. Patrzy, stwierdza, notuje, wyciąga doraźne wnioski, przepowiada i — czeka.

Kwestia kobieca według niej „nie może kroczyć pod znakiem zniesienia dziejowej krzywdy. Nie krzywda jednostek ani pokoleń, lecz dorobek kulturalny, zubożony o całą sumę wartości, jakie wnieść powinna kobieta, domaga się urzeczywistnienia żądań kobiecych”.

Podkreślając, że w dziedzinie zarobkowania pokierowało sprawą kobiecą życie samo, zaznacza doniosłą rolę, jaką odegra kobieta przy racjonalnym kształtowaniu się ustroju demokratycznego, „tej najwyższej, ale równocześnie najtrudniejszej, koncepcji politycznej i społecznej, która musi oprzeć się na wydatnym, szybkim postępie umysłowo-etycznym”. Dotychczasowa kultura męska nie potrafiła rozwiązać tego dylematu. Do pomocy stanąć muszą kobiety i zużytkować tkwiące w ich duszy wartości nowe, ale wypróbowane na forum uczuciowego, rodzinnego, towarzyskiego życia.

Uważa Daszyńska, iż nic dziwnego, że równe prawa i obowiązki obu płci dochodzą w naszych czasach do szybkiej realizacji, gdyż „leżą w tendencji historycznej”.

Sprawę małżeństwa podciąga pod grupę zagadnień, od rozwiązania których zależy nie tylko charakter przyszłej ludzkości, „ale i ustosunkowanie jej liczbowe. Kobieta ocknęła się dzi, jako silna osobowość o skrystalizowanej woli i zdecydowanym programie. Nie chce być nadal tylko „narzędziem rozrodczym i maszyną do pracy”. Odczuwa swe prawa do indywidualnego bytu.

„Im więcej rozwinięta umysłowo i wyższa moralnie będzie kobieta, tym silniej odczuje odpowiedzialność za człowieka, którego jest matką. Mierzy zatem swą możność. Chce urodzić dziecko zdrowe i zdolne do życia, wychować je. I tylko w miarę tej możności zjawia się istotne, rozumne »pragnienie dziecka«”.

„Wchodzimy więc w okres świadomego przyrostu ludności, uniezależnienia go od liczby małżeństw. Trzeba się z tym pogodzić i liczy”.

Ale „dzieci są dalszym ciągiem pokolenia żyjącego. Mężczyzna i kobieta pragną je pozostawić. Będzie to ich duszą, nadzieją i pociechą w chwili starości i śmierci, tym większą i bardziej upragnioną, jeżeli nie instynkt, lecz świadoma wola, staje się przyczyną zjawienia istoty nowej, kontynuacji ich istnienia — dziecka”.