Gdy przed jakimiś laty trzydziestu rodaczka nasza, dr Zakrzewska, postanowiła otworzyć w Nowym Jorku pierwszą przez kobietę prowadzoną klinikę dla chorych, nie chciano jej wynająć mieszkania. Właściciele bali się śmieszności. Kobiet adwokatek, których jest dużo w Ameryce, długi czas nie dopuszczano przed kratki sądowe. Kaznodziejki zasypywano gradem kamieni, wygwizdywano je, gdy zaczynały mówić. Nawet w handlu ruch kobiecy wywołał na razie ogromny bojkot. Pierwsze sklepy, które przyjęły żeńskich subiektów72, omijano z oburzeniem, dowodząc, że sieją niemoralność.
Z wolna, pod wpływem potrzeb życiowych, wyprzedzających niekiedy ruch ideowy, powstawał wyłom po wyłomie. Dziś, zwłaszcza w Ameryce, Australii i niektórych państwach Europy, jak: w Szwecji, Norwegii, Finlandii, Holandii i poniekąd w Anglii zajęły kobiety wszystkie placówki robocze, przyjmowane zwykle na posady niższe albo za jednakową ilość godzin pracy, przy jednakowym uzdolnieniu i sprawności, otrzymujące połowę zaledwie wynagrodzenia męskiego.
Minął czas rezydentek73, żyjących z łaski rodziny. Do warsztatów nie idzie tylko wzbogacona plutokratka lub cieplarniany storczyk arystokratyczny. Zresztą armia zarobkujących kobiet coraz szybciej dorównuje zastępom męskim. W Anglii kobiety stanowią 25% całego ogółu robotników fabrycznych; w Niemczech na 6 700 000 robotników mężczyzn wypada 1 500 000 kobiet. U nas w Polsce zarobkujące proletariuszki wynoszą 36%. A gdzie armia pracownic kancelaryjnych i biurowych? (Anglia na pocztach i w telegrafach zatrudnia przeszło 25 000 kobiet). Gdzie wyrobnictwo nauczycielstwa, spoczywające przeważnie w rękach kobiecych? Gdzie nieuwartościowana na rynkach roboczych praca gospodarstwa domowego, którą spółdzielczość podnosi do godności zawodu?
Wyzyskując siły kobiety, stawiając ją na stanowisku współkarmicielki rodziny, co społeczeństwo daje jej w zamian? Czy otworzywszy przed nią wrota pracy, zaprzągłszy ją do pługów najcięższych, uznało w niej odpowiedzialną za czyny swoje istotę ludzką, pozwoliło jej upomnieć się o wiekowe krzywdy swoje, powołało ją do głosu w sprawach, o których nikt poza nią stanowić nie może?
Wiek XIX, wiek wielkich rewolucyjnych przełomów, wiek haseł równości, braterstwa, wolności, przez usta Króla-Ducha swego rzucił klątwy najdokuczliwsze. „Miałażby kobieta marzyć o równości? To czyste szaleństwo — woła Napoleon. — Ona do nas należy, a my nie należymy do niej. Kobieta daje nam dzieci, jest więc naszą własnością z tego samego tytułu, z jakiego drzewo rodzące owoce jest własnością ogrodnika”.
„Jedna kobieta nie wystarcza jednemu mężczyźnie...” — W myśl tej zasady otwiera koszary dla nierządnic, prywatnym przedsiębiorcom nakazując werbunek ich i — pierwszy — wszczepia jad tolerowanej przez państwa prostytucji.
„Natura uczyniła kobietę niewolnicą mężczyzny, stworzoną dla zapewnienia mu potomstwa...”
Wierny temu hasłu, obwarowuje mężatkę paragrafami kodeksu.
Bez upoważnienia męża nie może ona rozporządzać majątkiem swym i dochodami, choćby mąż ten żył na jej łasce, choćby był marnotrawcą, pijakiem, szaleńcem. Bez pozwolenia jego nie może stawać przed sądem, nie może być świadkiem przy spisywaniu testamentów, umów i innych aktów notarialnych. Wspólność majątkowa polega na tym, że mąż ma prawo wyłączne i bezwzględne rozporządzania nie tylko majątkiem wniesionym przez żonę, lecz i wszelkimi jej dochodami: wolno mu dobra żony sprzedać, wydzierżawić, obciążyć hipotecznie bez jej wiedzy i zgody.
Nad dziećmi ojciec jedynie ma władzę, bez jego zgody nie wolno im opuszczać domu rodzicielskiego: o matce milczą paragrafy. Zdanie jej nie bywa brane w rachubę.