Jest pewna legenda indyjska, która najwymowniej przedstawia zabiegi mężczyzny, starającego się od wieków usunąć kobietę od prac szerszych i spraw ogólnych.

„Tygater25, dziewczyna hinduska, wybornie doiła krowy, więc ojciec obawiał się, by za przykładem braci nie przyszła jej ochota do myślistwa, rybołówstwa, żeglugi lub oglądania świata. Wówczas synowie doradzili mu, by zapowiedział córce, że wiedzieć, rozumieć i pragnąć jest dla dziewczyny grzechem. Zakaz ten poskutkował. Tygater w naiwności swej doiła krowy do końca życia i tak pozostało aż po dzień dzisiejszy”.


Trochę więcej swobody od Greczynek miała kobieta rzymska. Żona mogła przyjmować gości na równi z mężem. Nie bywała zamykana ze służebnicami; owszem, brała czynny udział we wszystkich uroczystościach publicznych, pokazywała się w teatrze i cyrkach, prawnie jednak przez całe życie pozostawała w zależności od mężczyzny: ojca, męża, brata. Nie wolno jej było zarządzać własnym majątkiem, robić długów, ani nawet ofiarowywać podarków bez pozwolenia opiekuna.

Krok naprzód w kierunku zdobywania pewnych praw stanowiło jednak już to, że mogła w swoich i cudzych sprawach występować jako świadek lub nawet obrońca. Były kobiety, które dzielną swą wymową pokonywały przeciwników wobec niezliczonych tłumów, święcąc głośne zwycięstwa. Ale żadna z nich nie pomyślała, żeby przemówić w obronie warunków bytu kobiety i zażądać dla nich szerszych swobód polityczno-społecznych.

Każdy w Rzymie był sobą tylko zajęty. Wielkie bogactwa, które po wojnach szczęśliwych spadły na miasto, wywołały żądzę użycia i rozpustę. Zaraziły się nią i kobiety. Dawna matrona26 rzymska, która nie cofała się przed żadną ofiarą dla ojczyzny, zaczęła szaleć w rozpętaniu zmysłowym. Nie pomagało prawo, które nakładało kary surowe na wiarołomstwo żon. Dla uniknięcia ich najznakomitsze damy zapisywały się na listę prostytutek. Cynizm i wyuzdanie doszły do tego, że zbrodnie mężobójstwa za pomocą trucizny z zatarciem jej śladów pojawiały się niemal epidemicznie.

Ustały wszystkie nakazy moralne, zerwały się więzy prawa. Kobieta czy mężczyzna — żadne z nich przed trybunałem sądów obyczajowo-społecznej etyki nie było odpowiedzialne za czyny swoje. W apokaliptycznym szale dzikiego rozpętania dążył naród do upadku, śladami niebywałych orgii znacząc powolne swe konanie.


Przeciwieństwo leniwych, rozpustnych Rzymianek z epoki zaniku państwa rzymskiego stanowiła kobieta germańska, znana z wielkich cnót domowych: pracowitości, czystości i dobrych obyczajów. Życie jej to był kierat roboczy od świtu do późnej nocy. Mąż w czasie pokoju wylegiwał się swobodnie na skórze niedźwiedziej; ona musiała iść w pole, mleć zboże na żarnach, piec chleb, warzyć piwo, prząść wełnę, tkać sukno, hodować bydło, strzyc owce, uprawiać i przyrządzać len na odzież. W zamian za to, jak w Grecji, stanowiła bezduszną własność mężczyzny. Ojciec mógł wydać za mąż córkę za kogokolwiek wbrew jej woli. Mężowi wolno było żonę darować komu chciał, sprzedać w razie potrzeby, wdowę zapisać testamentem przyjacielowi jak każdą inną rzecz z dobytku swego. Wobec syna do lat 7 jedynie przysługiwało matce prawo opieki nad nim. W niektórych krajach, we Fryzji27 np., chłopiec w razie śmierci ojca mógł się od 7 roku życia już ogłosić pełnoletnim i zostać opiekunem matki.

Chrześcijaństwo powinno było wyzwolić kobietę, a jednak nie spełniło zadania.